23 Paź Anglik wśród Hanysów

Anglik wśród Hanysów.
Artykuł w październikowym wydaniu magazynu Kuchnia.

Katowice, miasto wojewódzkie, przyciąga cudzoziemców – przyjeżdżają na studia i do pracy. Turystów tu niewielu. Taki już urok miasta, że większość gości woli osiedlać się tu na dłużej, niż zwiedzać. Marzena Skibińska jest urodzoną ślązaczką. Lubi Katowice ale kocha… Londyn. Angielski pub otworzyła prawie 10 lat temu. Wielu restauratorów marzy o takim sukcesie!

W Spencer Pub, popularnie zwanym „Spencerem” wolny stolik wieczorem to rzadkość, a na weekend trzeba rezerwować miejsca. W czerwcu lokal przeniósł się do kamienicy przy Wojewódzkiej, kilka minut spaceru od dworca PKP. Pod starym adresem na ul. Andrzeja wielką atrakcją był Leyland, czerwony dwupiętrowy autobus, zamieniony w letni ogródek. W obecnym pubie do wnętrza zapraszają przyciemnione szyby i ciemnozielone, stylowe framugi: swą stylistyczną „innością” jakby obiecują wejście w inną rzeczywistość i miłą izolację od zewnetrznego świata. Dwie sale spaja duży bar. Ściany zdobią ryciny i plakaty Guinnessa (autorstwa Johna Gilroya, przywiezione z Anglii). Dominują ciemne, stonowane barwy. Warto obejrzeć ciekawe kolaże nad wejściem do toalet, ukryte za półokrągłymi ścianami. Miejsc do siedzenia jest 80, fotele – miękkie i wygodne. „Spencer” jest też klimatyzowany i ma dobrą wentylację. Lokal nie naśladuje innych, ma własny styl. Powstał dzięki pasji. Właścicielka, z wykształcenia anglistka zafascynowana brytyjską kulturą i literaturą spędza w Londynie każdą wolną chwilę.

Do pubu, wiadomo, wpadamy napiwo. W „Spencerze” leją Guinnessa i Żywca. Znajdziemy tu także różne rodzaje whisky i wna, kilkanaście starannie dobranych gatunków. Piwo, rzecz jasna, wzmaga apetyt. „Spencer” słynie ze steków, zwłaszcza polędwicy wołowej w sosie z zielonego pieprzu (albo w sosie roquefort i borowikowym) oraz z żeberek w Guinnessie. Zjemu tu także paluszki z kurczaka, rybę z frytkami oraz angielskie śniadanie: jajka na bekonie, grillowane pomidory, tosty. Pub wieczorem to miejsce zabawy, za dnia – spotkań i interesów. Wpada się tu na lunch lub brunch: pappardelle, pomidory smażone z ziołami i mozzarellą, podawane z ciabattą, ryby, owoce morza, sałatki. Właścicielka to niespokojny duch, do akrty co najmniej raz w miesiącu dodaje coś nowego (ostatni hit – krewetki w sosie wermutowo-śmietanowym). W każdy pierwszy piątek miesiąca jest koncert, w zwykłe piątki DJ gra muzykę klubową. Klientela demokratyczna: urzędnicy, nauczyciele, ludzie z telewizji, artyści, biznesmeni, cudzoziemcy. Właścicielka lubi gawędzić z gośćmi. – Spotykam tu ludzi niezwykłych: ambitnych, ciekawych świata – mówi. W „Spencerze” znajdują inspirację, pomysł na życie lub pracę. Opowieściom w różnych językach nie ma końca.

Tekst: Agnieszka Zakrzewska